Pij miłość świętego Jana
Między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem, w kalendarzu liturgicznym Kościoła, kryje się dzień, który dla wielu pozostaje niemal niezauważony, a który niesie ze sobą niezwykle starą i bogatą w znaczenia tradycję. 27 grudnia, we wspomnienie św. Jan Ewangelista, w kościołach błogosławi się wino. Podczas Mszy wierni mogą usłyszeć tajemnicze słowa:
„Pij miłość świętego Jana”.
Dla współczesnego ucha brzmią one nieco zagadkowo. Skąd wino? Dlaczego właśnie tego dnia, tak blisko Bożego Narodzenia? Odpowiedź prowadzi nas daleko w przeszłość – aż do czasów pierwszych chrześcijan.
Jan – umiłowany uczeń
Jan był najmłodszym z apostołów, ale też tym, którego tradycja nazywa umiłowanym uczniem Jezusa. To on trwał pod krzyżem, gdy inni uciekli. To jemu Jezus powierzył swoją Matkę. Jemu przypisuje się autorstwo Ewangelii, trzech listów oraz Apokalipsy – księgi pełnej symboli i nadziei. Tradycja Kościoła mówi również, że jako jedyny z apostołów nie zginął śmiercią męczeńską, choć wielokrotnie próbowano go zgładzić.
I właśnie z jedną z takich prób wiąże się legenda, która stała się sercem dzisiejszego zwyczaju.
Legenda o zatrutym kielichu
Opowieść znana już w VI wieku przenosi nas do starożytnego Efezu. Pogański kapłan, chcąc wystawić Jana na próbę, podaje mu kielich wina z trucizną, wcześniej dowodząc jej działania na skazańcach. Jan jednak, czyniąc znak krzyża i błogosławiąc kielich, wypija napój – i nic mu się nie dzieje. Według tradycji, na dodatek wskrzesza wcześniej otrutych ludzi.
Ta scena stała się symbolem: zło, śmierć i trucizna nie mają ostatniego słowa, gdy człowiek trwa w Bogu.
Od legendy do liturgii
Z biegiem wieków opowieść przeniknęła do praktyki Kościoła. W średniowiecznych Niemczech istniał rycerski zwyczaj toastu zwanego Johannis Minne – „miłością św. Jana”, wypijanego na znak przyjaźni i ochrony. W XV wieku tradycja ta dotarła do Polski, została zapisana w księgach liturgicznych i na trwałe weszła w naszą religijność.
Błogosławieństwo wina 27 grudnia należy do sakramentaliów – świętych znaków ustanowionych przez Kościół. Nie są one sakramentami, ale przez modlitwę Kościoła mają przygotowywać serce człowieka na działanie łaski, uświęcać codzienność, relacje, zdrowie i życie.
Między wiarą a tradycją ludową
W ludowej pobożności wino św. Jana zyskało bardzo „praktyczne” znaczenia: miało chronić przed chorobami, trucizną, bólem gardła czy żołądka, a nawet przed starością. Motyw ten przeniknął do kolęd i obyczajów świątecznych, stając się elementem radosnego przeżywania okresu Bożego Narodzenia.
Kościół jednak zawsze widział głębiej.
Miłość jako antidotum
Modlitwa błogosławieństwa, odmawiana do dziś, mówi wprost: tak jak św. Janowi nie zaszkodził zatruty kielich, tak niech Bóg chroni nas od niebezpieczeństw duszy i ciała. Ale sens tej modlitwy nie zatrzymuje się na fizycznym zdrowiu.
Jan – apostoł miłości – przypomina, że najgroźniejszą trucizną świata jest nienawiść, zło i podział. A jedynym prawdziwym antidotum pozostaje miłość. „Bóg jest miłością” – pisał. „Kto trwa w miłości, trwa w Bogu”.
I być może właśnie dlatego Kościół, tuż po Bożym Narodzeniu, stawia przed nami kielich i wypowiada słowa, które nie są tylko pamiątką dawnej legendy, ale wezwaniem na dziś:
Pij miłość świętego Jana.



