Kościół otulony zimą
Zima potrafi zmienić wszystko. Spowalnia codzienność, wycisza krajobraz i sprawia, że znane miejsca zaczynamy widzieć inaczej. Gdy śnieg otula kościół i okolicę, a mróz rysuje swoje wzory na ziemi, łatwiej o zatrzymanie i refleksję. Tak było tej zimy, 19 stycznia 2026 roku, ale podobnych zim w pamięci parafii jest znacznie więcej.
Starszym mieszkańcom Mirowa wracają wspomnienia zim naprawdę surowych – takich, które zapisywały się w historii nie tylko pogodą, ale i wydarzeniami. Jedną z nich była zima, podczas której odbywał się pogrzeb ks. Bonawentury Stachury. Zaspy śniegu były wówczas tak duże, że bp Marian Zimałek musiał iść pieszo z Mirówka do Mirowa, by uczestniczyć w tej ostatniej drodze kapłana. Mróz, śnieg i trud drogi nie zatrzymały jednak wspólnoty – przeciwnie, jeszcze mocniej ją zjednoczyły.
Inni pamiętają zimę roku ogłoszenia stanu wojennego. Cisza była wtedy inna niż dziś – cięższa, pełna niepokoju i niepewności. Śnieg skrzypiał pod butami tak samo jak teraz, ale serca ludzi niosły inne obawy. A jednak także wtedy kościół pozostawał miejscem spotkania, modlitwy i nadziei, punktem odniesienia w czasie, gdy wiele spraw wydawało się niepewnych.
Dzisiejsza zima jest inna. Mniej dramatyczna, spokojniejsza, bardziej kontemplacyjna. A jednak, gdy patrzymy na ośnieżony kościół i okolicę, łatwo dostrzec ciągłość historii – pokoleń, modlitw, ludzkich dróg, które krzyżowały się tu niezależnie od warunków i czasów.
Zima uczy cierpliwości i przypomina, że po okresie chłodu zawsze przychodzi odwilż. Uczy też pamięci – o tych, którzy byli przed nami, o chwilach trudnych i pięknych, o wierze, która potrafiła trwać mimo mrozu, zasypanych dróg i niesprzyjających okoliczności.
Niech ta zimowa cisza będzie dla nas zaproszeniem do wdzięczności i refleksji. Bo choć śnieg przykrywa ślady, pamięć pozostaje – a wraz z nią nadzieja, że każde „zimowe” doświadczenie ma swój sens i swoje dalsze ciągi.










